Las Terrenas – skrawek dominikańskiego raju

Kiedy kupiłam bilet na Dominikanę wiedziałam, że ta rajska wyspa słynie głównie ze swoich bajecznych plaż. Tysiące turystów odwiedzają Dominikanę właśnie po to, aby wylegiwać się na białym piasku i kąpać w turkusowej wodzie. Ale ja, jako zagorzała przeciwniczka plażowania od razu założyłam, że leżenie na plaży owszem, ale nie dłużej niż godzinkę dziennie. Poza tym plan zakładał wyciągnięcie z Dominikany jak najwięcej, a więc zwiedzanie, zwiedzanie i jeszcze raz zwiedzanie.

Rzeczywistość karaibska jest jednak trochę inna. Mimo faktu, że wcześniej odwiedziłam już chociażby Kubę, lecąc na Dominikanę jakby o tym zapomniałam. Tam życie toczy się wolniej. Autobus albo pojedzie albo nie. Już od pierwszych dni pobytu na wyspie zweryfikowałam swój plan i poddałam się nurtowi wydarzeń. Czyli w skrócie – jadę tam, gdzie akurat jedzie autobus i nie zakładam żadnego planu, bo i tak coś wydarzy się po drodze i plan kilka razy ulegnie zmianie. Ot Karaiby!

39czajkapodroze_dominikanaOczywiście jakiś zarys planu był, czyli kilka miejsc, które chciałam zobaczyć za wszelką cenę. Jednym z nich był Półwysep Samana. Skrawek raju, wrzynający się w Ocean Atlantycki. I w tym miejscu muszę się do czegoś przyznać – zmieniłam zdanie na temat plażowania. Jak zobaczyłam tamtejsze plaże – oszalałam. Kilometry wybrzeża z miałkim piaskiem, palmy kłaniające się oceanowi z pokorą i co najważniejsze miejsca totalnie bezludne. Oczywiście wokół miasteczek jak choćby Las Terrenas znajdziemy sporo plażowiczów, ale wystarczyło pojechać kilka kilometrów na zachód lub wschód i można było mieć całą plażę tylko dla siebie.

31czajkapodroze_dominikanaZatrzymałam się właśnie w Las Terrenas – niewielkim miasteczku w północnej części półwyspu. Co prawda turystyka wdarła się i tutaj, ale nie ma tu na szczęście molochów all inclusive, więc Las Terrenas zachowało styl wioski rybackiej jaką dawniej było. Miejscowość jest jakby podzielona na 2 części: nadmorską z knajpkami na plaży i „pueblo” czyli tam, gdzie toczy się życie. W ciągu dnia przy plaży życie toczy się leniwie, pojedynczy turyści z drinkami w rękami wylegują się na plaży, niektórzy korzystają z atrakcji jakimi jest nurkowanie, czy kitesurfing. Natomiast wystarczy odejść od ulicy wzdłuż wybrzeża i wejść odrobinę w głąb miasteczka. Motocykle, klaksony, przekrzykiwanie mieszkańców, muzyka, zapachy z lokalnych knajpek – wszystko to uderza w nasze zmysły bez uprzedzenia. Miasteczko jest niewielkie i nie ma zabytków, które można by zwiedzać, ale ma swój niesamowity rytm. Najlepiej usiąść w jednej z knajpek tuż przy ulicy i obserwować życie mieszkańców. Zawsze czuję się wtedy jakbym gapiła się w telewizor. Ulica, pozornie nic nadzwyczajnego, korki, krzyki, klaksony. Ale ten karaibski chaos ma w sobie coś, czego nie da się opisać.

37czajkapodroze_dominikanaPamiętam jak jednego dnia, razem ze znajomą poszłyśmy zjeść śniadanie. Wybrałyśmy miejsce, gdzie kucharzem, kelnerką i właścicielem w jednej osobie była leciwa Włoszka. Zatroszczyła się o nas jak dobra ciocia, goszcząc nas lokalnymi przysmakami. Co więcej, specjalnie ustawiła nasz stolik i krzesła w kierunku ulicy. Widać to ich narodowy sport – gapienie się na to, co się dzieje wokoło. My miałyśmy rewelacyjny widok – na golibrodę. Przez ponad pół godziny obserwowałyśmy jak fryzjer precyzyjnie wycina kunsztowne wzorki na brodzie swojego klienta. Musicie wiedzieć, że na Dominikanie mężczyźni bardzo dbają o swój wygląd. W końcu to kultura „macho”. Ale o tym dłużej w innym wpisie.

Wracając do Las Terrenas i półwyspu Samana – zdecydowanie warto się tutaj zatrzymać na odrobinę dłużej. Oprócz bajecznych plaż to miejsce ma nam do zaoferowania wiele atrakcji, m.in. park narodowy Los Haitises z niesamowitymi jaskiniami i lasami mangrowymi czy wodospad El Limon, wysoki na 52 metry i ukryty w tropikalnym lesie. Ale te dwie atrakcje wymagają oddzielnych wpisów, które już niebawem.

Autor: Joanna Biernacka