Tbilisi – odkrywanie miasta cz. 1

Zwiedzanie Tbilisi to temat rzeka, podobnie jak fotografowanie tego fascynującego miasta. Ale nam to nie straszne i już w tym roku ruszamy na FOTOwyprawy właśnie do Gruzji. Będziemy zwiedzać i będziemy uczyć się o doskonalić swój warsztat fotografa.

Jako przedsmak fotograficznej Gruzji zapraszamy na relację z Tbilisi naszego przyjaciela i zapaleńca, jeśli chodzi o fotografię. Przed Wami Dominik Tomczyk i Tbilisi widziane jego obiektywem.

 

W Dzień Dziecka, czyli 1 czerwca 2013 r. poczułem się jak małe dziecko. Zafundowałem sobie prezent, a mianowicie kilkudniową wyprawę do Gruzji. I tak 1 czerwca zgodnie z planem wylądowałem na lotnisku w Tbilisi o godz. 4.00 rano czasu lokalnego. Odebrałem swój bagaż, choć jak zwykle przeżywałem, czy czasem nie został w Warszawie. Najważniejsze, że swój sprzęt fotograficzny oraz statyw miałem ze sobą. Reszta tak naprawdę mnie nie interesowała, nawet gdyby nie doleciała, bo przecież przyleciałem do Gruzji, by robić zdjęcia, by odkrywać ten kraj, jego uroki.
Miał na mnie czekać Giorgi, mój przyszły wynajęty kierowca z samochodem. To z nim miałem jeździć po miejscach, które zaplanowałem wcześniej. Wyszedłem z hali przylotów, ale nie zauważyłem tabliczki z moim imieniem. „No cóż” – pomyślałem. „Może nie przyjechał, jakoś dam sobie radę sam!”. Ale obszedłem ponownie stojący tłum przed halą przylotów i kątem oka dostrzegłem tabliczkę z moim imieniem. „A jednak jest!” – pomyślałem.

Z lotniska pojechaliśmy prosto do twierdzy Narikała, by tuż przed wschodem słońca być gotowym do fotografowania panoramy miasta. Było warto! Tbilisi jest piękne rano, ale też i wieczorem, może bardziej właśnie wieczorem. To urokliwe miasto, stara architektura, stare prawosławne cerkwie, żywe, przyjazne dla turysty, które rozpocząłem odkrywać.

Z Giorgim jeździliśmy od 8 rano czasem aż do 19 wieczorem. Codziennie inne miejsca, inne monastyry, inne klimaty, inne widoki. Zwiedziłem dzięki temu południowo-wschodnią część Gruzji. Wygląda na to, że to dopiero początek przygody w odkrywaniu tego urokliwego państwa. Już myślę o kolejnej wyprawie.

Twierdza Narikała rozpościera się majestatycznie nad miastem. Zarówno w dzień jak i w nocy robi ogromne wrażenie na każdym, kto zwróci swój wzrok w jej stronę. Jeszcze inaczej można ją dostrzec z perspektywy siarkowych łaźni królewskich.

Twierdza Narikała rozpościera się majestatycznie nad miastem. Zarówno w dzień jak i w nocy robi ogromne wrażenie na każdym, kto zwróci swój wzrok w jej stronę. Jeszcze inaczej można ją dostrzec z perspektywy siarkowych łaźni królewskich.

 

Tbilisi – twierdza Narikała

Zaplanowałem swój pobyt tak, abym mógł poruszać się swobodnie pieszo. Mój hotel znajdował się niemal w samym centrum Starego Miasta. Do każdego ciekawego miejsca miałem niemal „rzut beretem”. A zatem sprzęt, woda do picia i w drogę.

Nad Starym Miastem Tbilisi, nad jego czerwonymi dachami domów, rozpościera się słynna twierdza Narikała. Jest widoczna z każdej części miasta, podobnie jak naprzeciw twierdzy – katedra Świętej Trójcy.
Jej powstanie datuje się na IV w. Później w wieku XII twierdza – fort został rozbudowany przez Umajjadów oraz króla Dawida Budowniczego (1089 – 1125). To co dzisiaj możemy podziwiać to fortyfikacje pochodzące z XVI-XVII wieku. W roku 1827 część twierdzy uległa zniszczeniu przez trzęsienie ziemi a następnie została rozebrana przez mieszkańców. Czymś wspaniałym było przejść się z aparatem w ręku wokół murów twierdzy, by podziwiać z tego poziomu rozległą panoramę miasta, by dotrzeć do kolejki linowej (która w tym czasie nie działała!), by zobaczyć pomnik Matki Gruzji, by cieszyć się widokiem wież wielu kościołów wyrastających ponad budynki gruzińskich domostw.

Typowy widok starego Tbilisi. Górująca nad miastem twierdza Narikała a u jej podstawy stare zabudowy. Ich styl zachwyca swoja prostotą ale i pięknem.

Typowy widok starego Tbilisi. Górująca nad miastem twierdza Narikała a u jej podstawy stare zabudowy. Ich styl zachwyca swoja prostotą ale i pięknem.

Tbilisi – Most Pokoju (Bridge of Peace, Always bridge)

Żartobliwie większość miejscowych nazywa go Always Bridge, czyli Most Always, bo przypomina swoim wyglądem znany nam wszystkim higieniczny produkt dostępny w każdej drogerii.

Ten futurystyczny most dla pieszych łączy dwa brzegi rzeki Kura. Zamierzeniem było połączyć starą część Tbilisi z nowymi dzielnicami. Oficjalne otwarcie mostu odbyło się 6 maja 2010r. Głównym projektantem był włoski architekt Michele De Lucchi z pracowni aMDL, zaś wspaniałe oświetlenie widoczne szczególnie nocą stworzył francuski projektant Philippe Martinaud. Most liczy blisko 150 metrów.

Wokół znajduje się pieszy deptak, który rozpoczyna swoje własne życie późnym popołudniem. Wiele zakochanych par spotyka się właśnie tutaj. Jest także plac zabaw dla dzieci, gdzie popołudniami matki przychodzą ze swoimi pociechami. Obok widać prezydencki pałac oraz plac budowy gmachu opery. Trudno w tym wypadku mówić o gmachu, bo jest to naprawdę futurystyczna budowla, podobnie jak Most Pokoju.

Most Pokoju, łączący dwie części miasta, jest niemal kultowym miejscem spotkań wielu ludzi. W jego otoczeniu możemy spotkać wiele dzieci z rodzicami, wiele zakochanych par. Jego nowoczesna konstrukcja pokazuje swój pełen blask zwłaszcza w nocy.

Most Pokoju, łączący dwie części miasta, jest niemal kultowym miejscem spotkań wielu ludzi. W jego otoczeniu możemy spotkać wiele dzieci z rodzicami, wiele zakochanych par. Jego nowoczesna konstrukcja pokazuje swój pełen blask zwłaszcza w nocy.

 

Zachód słońca w okolicach Mostu Pokoju przyciąga wiele zakochanych osób. Z jednej strony słońce a z drugiej po prostu bycie razem i radowanie się nadchodzącą chwilą.

Zachód słońca w okolicach Mostu Pokoju przyciąga wiele zakochanych osób. Z jednej strony słońce a z drugiej po prostu bycie razem i radowanie się nadchodzącą chwilą.

 

Autor: Dominik Tomczyk

Tagi: , , , , , , , ,