KUMBH MELA – Indie maksymalnie odczuwane (cz.1)

Uczestnictwo w Kumbh Mela od wielu lat było moim marzeniem. Obrazy wielkich tłumów pielgrzymów ubranych w kolorowe szaty, religijnej ekstazy wypisanej na ich twarzach, świętej rzeki, w której zanurzali swe ciała, przez lata zajmowały należne im miejsce w mojej wyobraźni. Nade wszystko jednak miejsce to zagarniał dla siebie obraz świętych mężów, półnagich bądź w ogóle bez odzienia, z dredami swobodnie rozpuszczonymi bądź zwiniętymi w kok. Próżno było się doszukiwać podobnych scen na zdjęciach z innych stron świata. Były niepowtarzalne, orientalne jak tylko orientalny może być orient, swoiście indyjskie, tajemnicze, budzące niepokój i chęć poznania.

Kumbh Mela - IndieNajwiększe religijne zgromadzenie świata

Chociaż wielokrotne podróże do Indii pozwoliły mi poznać wiele miejsc, tradycji, obyczajów i wczuć się w lokalną psyche, to wciąż pozostawał niedosyt. Chciałem wtopić się w to wielkie wydarzenie, być jego częścią. Nie jest to bynajmniej proste. Kumbh Mela odbywa się tylko raz na trzy lata, w miejscach, które wcale nie są turystycznymi oazami. Wedle legendy po zwycięskiej bitwie jaką stoczyli bogowie z demonami w ich ręce trafił dzban (kumbh – dzban), z którego na ziemię spadły cztery krople nektaru nieśmiertelności – amrita. W miejscu ich upadku wznoszą się dzisiaj mury czterech miast: Haridwaru, Allahabadu, Udźdźain i Nasiku. Rzadko zaglądają do nich turyści, co innego pielgrzymi, dla których to miejsca pierwszoplanowe świętej indyjskiej geografii. W 2004 r. w czasie Maha Kumh Mela w Allahabadzie święto zgromadziło w sumie 70 milionów uczestników! Z uwagi na masowość tego wydarzenia wszystkie miejsca w hotelach w czasie Święta Dzbana są wyprzedane już na długie miesiące przed jego rozpoczęciem, podobnie jak wykupione są miejsca w pociągach, które zmierzają do jednego z świętych miast. Nie mógł to być jednym słowem wyjazd spontaniczny czy wręcz przypadkowy, ale świadomie, dużo wcześniej zaplanowany i przemyślany.

Kumbh Mela - Indie (Zdjęcie 2)Wyjazd na Kumbh Mela w Haridwarze, zaplanowaliśmy z rocznym wyprzedzeniem. Przy pomocy znajomego Indusa udało się nam zarezerwować hotel i transport do Haridwaru. Zaplanowaliśmy urlopy i polecieliśmy. Byliśmy już wcześniej uczestnikami indyjskich świąt i wiedzieliśmy czego można się spodziewać w te dni kalendarzowe, na które przypada jedno z nich, a przy tym w miejscu, które uważa się za święte…Nieprawdopodobny tłok, kakofonia dźwięków, wszechogarniający chaos, połączone z wysoką temperaturą. Dlaczego uczestniczyć w tym wszystkim? Dlaczego nie spędzić tych kilku dni w górach i nie pooddychać czystym powietrzem? Nie łatwo odpowiedzieć na to pytanie. To rodzaj przyciągania, które czują chyba wszyscy miłośnicy Indii i które bardzo trudno ująć w słowa.

Kumbh Mela - Indie - (Zdjęcie 3)Po względnie łatwej półdniowej podróży na miejscu powitał nas…tłok. No cóż, nie powiem, że byliśmy zaskoczeni…Były tu już setki tysięcy pielgrzymów głównie z północnych Indii. Główną ulicą maszerowały postacie przebrane za bohaterów z bogatej indyjskiej mitologii i Mahabharaty, wielkiej epopei o nieocenionym znaczeniu dla indyjskiej kultury. Wszystko to przy akompaniamencie orkiestr dętych, których jedynym podobieństwem z europejskimi orkiestrami dętymi są instrumenty. Najważniejszy miał być następny dzień.

Kumbh Mela - Indie (Zdjęcie 4)Świat ascetów

Kumbh Mela to święto, które trwa kilka miesięcy. W czasie tego okresu astrologowie wyznaczają kilka dat o szczególnym znaczeniu. Na te kilka dni czekają wszyscy pielgrzymi. Wówczas w wodach świętej rzeki zanurzają swe ciała sadhu (święci mężowie, zwani też sannjasinami, tymi, którzy wyrzekli się świata lub też popularnie baba). Ich liczbę w Indiach określa się na ok. 5 milionów, ale na co dzień ciężko ich spotkać. Dobrą okazją jest właśnie duże hinduskie święto. Na Kumbh Mela zjawiają się nawet Ci z nich, którzy na co dzień żyją w samotniach ukrytych wysoko w górach lub w lasach. Czasami to ich jedyny kontakt z innymi ludźmi na przestrzeni kilku lat. Pojawiają się też sadhu odziani w eter – nagasadhu, innymi słowy nadzy, lub też jedynie z przepasanym przez biodra kawałkiem materiału. Ich nagość jest świadectwem wyrzeczenia się wszystkich ziemskich dóbr. Uznawani są za żyjących świętych, którym ludzie padają do stup i szukają błogosławieństwa. Chociaż hinduizm nie jest religią sformalizowaną, sadhu, w obliczu zagrożenia ze strony wojowniczego islamu, jak również innych sekt w obrębie samego hinduizmu, powołali zakony ascetów-wojowników (akhara), które mają nawet własne szkoły walki. Istnieje kilkanaście takich zakonów. Dawniej ich członkowie uważani byli za wspaniałych żołnierzy i ochroniarzy.

Kumbh Mela-7Zdarzało się, że w czasie Kumb Mela zakony walczyły między sobą, co kończyło się śmiercią nawet kilkudziesięciu ascetów. Przyczyną walk były najczęściej emocje towarzyszące wejściu do wody w kulminacyjnym momencie (czas wyliczony jest bardzo dokładnie). Różne zakony chciały dzierżyć palmę pierwszeństwa, co wyzwalało nieposkromioną agresję. Nawet gdy obywało się bez ofiar śmiertelnych walki pomiędzy sadhu bezcześciły świętość miejsca i chwili i były zagrożeniem dla pielgrzymów. Powołano więc specjalny komitet, który koordynuje pochody sadhu i ustala porządek wchodzenia do wody, tak aby pomiędzy akharami nie dochodziło do spięć. Teraz zakony wchodzą jeden po drugim i trwa to niemal cały dzień.
Sadhu przez kilka miesięcy mieszkają w specjalnie dla nich zbudowanych namiotach, które tworzą rodzaj małego miasteczka. Odtwarzają w nich tę samą codzienną rutynę, która charakteryzuje ich życie: modlitwa, joga, medytacja, rytualne i oczyszczające praktyki. W czasie Kumbh Mela jest też czas na odpoczynek, spacer, rozmowę z innymi sadhu jak i zapalenie świętego dymu – bhang, wyciągu z konopi, który w Indiach legalnie spożywać mogą tylko oni.

Autor: Rafał Kubik


Zobacz wycieczki do Indii na CzajkaPodroze.pl/indie-wycieczki

Tagi: , ,