Najniebezpieczniejsza droga na świecie!

…Czyli jak dotarliśmy do Fairy Meadows w Pakistanie.

 

Jadąc do Pakistanu, byłam pewna, że ten kraj mnie zachwyci. Czułam to. Nie wiedziałam jednak, że droga, która uchodzi za jedną z najniebezpieczniejszych na świecie zrobi na mnie takie wrażenie. Ale od początku.

Fairy Meadows to nic innego jak łąka wróżek, która leży u stóp Nanga Parbat. Widok na ośnieżony szczyt to coś, co zapiera dech i nie nudzi się nawet po kilku dniach. Ale żeby napawać się tym widokiem, najpierw trzeba do tej łąki dotrzeć. A to już bardziej skomplikowane zadanie. I to właśnie tu zaczyna się przygoda.

Trekking można rozpocząć dopiero za wioską Tato, do której najlepiej dojechać jeepem. I właśnie ten odcinek mrozi krew w żyłach niejednego przybysza. Tylko miejscowi zdają się nie zwracać uwagi na to, że w każdej chwili samochód może stoczyć się w przepaść.
Przejechanie tej trasy zajmuje trochę ponad godzinę i cały czas wstrzymuje się oddech. Z jednej strony ściana skalna a z drugiej przepaść. Droga jest bardzo wąska, nie ma żadnych barierek, zabezpieczeń. Do tego ma się wrażenie, że jeden nieostrożny ruch i droga po prostu się osunie. Pomyślcie więc, jakie było moje zdziwienie jak się okazało, że lokalni kierowcy potrafią się na tej drodze minąć. Szok! Każda mijanka to dodatkowa adrenalina, bo dosłownie centymetry dzielą nas od przepaści. Po kilku takich akcjach, człowiek się przyzwyczaja 🙂

Droga została zbudowana przez mieszkańców wioski Tato i jest przez nich utrzymywana. Co kawałek widać ekipy, które naprawiają osuwające się odcinki. Do tego miejscowi zarabiają na transporcie. I uwierzcie mi – są świetnymi kierowcami i znają tę trasę jak nikt inny. Mimo, że w naszym jeepie siedzenie było związane sznurkiem – czułam się bezpieczna.

W jeepie trzęsie jak diabli, bo droga oczywiście jest wyboista, ale widoki rekompensują niewygodę. Naprawdę miałam opuszczoną szczękę z zachwytu. Niestety droga jest zbyt wąska żeby co chwilę robić przystanki na zdjęcie. A może to lepiej, bo przejechanie tej trasy zajęłoby nam 7 godzin a nie 1,5 😀 Podczas całego podjazdu zatrzymaliśmy w jednym szerszym miejscu, gdzie na spokojnie, bez kołysania mogliśmy się napawać widokiem.

Potem już tylko 3 godzinki trekkingu i jesteśmy w Fairy Meadows, a Nanga Parbat wydaje się na wyciągnięcie ręki.

Autor tekstu i zdjęć: Joanna Biernacka